Meksykańska pracownia Tatiana Bilbao Estudio zaprojektowała dla nowojorskiego centrum sztuki Art Omi plenerową instalację z ubijanej ziemi. Obiekt został pomyślany tak, by z czasem się rozpadać. Autorzy zakładają, że proces potrwa około dwóch lat.
Cztery krzyże i ławka pośrodku
Instalacja nosi tytuł Borrowed Earth („pożyczona ziemia”). Tworzą ją cztery kolumny o przekroju krzyża, każda o wysokości około 7,5 stopy, czyli mniej więcej 2,3 metra. Pośrodku stoi niższa forma o tym samym kształcie, która służy jako ławka. Wszystkie elementy wykonano ze zagęszczonej gleby pozyskanej w rejonie doliny rzeki Hudson.
Projekt oparto na „powtarzalnej jednostce podstawowej”, z której ostatecznie wyłoniły się zarówno ławka, jak i otaczające ją kolumny. Zlecenie wyszło od Art Omi, które prowadzi park rzeźby o powierzchni 120 akrów (około 49 hektarów) na kampusie w Ghent w stanie Nowy Jork.
Materiał zmienił projekt
Kuratorka Art Omi Julia van den Hout wyjaśnia, że ubijana ziemia to wymagający materiał i to on ukształtował znaczną część koncepcji. Formy nie od początku były krzyżami. Kiedy zespoły zaczęły się zastanawiać, jak je zbudować i jak zapewnić konstrukcji stabilność, pomysł przesunął się w stronę kolumny o przekroju krzyżowym. Według kuratorki ten kształt dobrze wybrzmiewa także dlatego, że przywołuje klasyczną modernistyczną formę.
Kolumny powstały na miejscu. Pracowali przy nich zespoły Art Omi i pracowni Tatiana Bilbao Estudio, a wskazówek udzielał konsultant od budownictwa z ziemi, działający w Meksyku. Gleba pochodziła z placu budowy położonego niedaleko Art Omi. Wymieszano ją z piaskiem i wapnem, a następnie warstwa po warstwie ubijano w drewnianym szalunku.
Eksperyment z erozją
Rzeźba ma ulegać zniszczeniu przez około dwa lata, choć organizatorzy nie mają „ścisłej odpowiedzi”, ile naprawdę przetrwa, bo wiele zależy od pogody. Van den Hout podkreśla, że materiał jest miękki i się kruszy, a przy dotyku wyraźnie czuć, że erozja może postępować szybko. Jednocześnie formy sprawiają wrażenie bardzo stabilnych. Jak podsumowała kuratorka: „To będzie eksperyment”.
W parku Art Omi pokazywano już wcześniej inne prace architektów. Studio MOS Architects wykonało tam rzeźbę z aluminium, a Young Projects w 2024 roku postawiło postrzępiony, drewniany pawilon.
Co z tego wynika dla czytelnika w Polsce
Instalacja stoi w USA, więc nie zobaczymy jej u siebie. Warto jednak zwrócić uwagę na sam materiał. Ubijana ziemia, czyli technika znana od stuleci, wraca do łask w architekturze, bo opiera się na lokalnych surowcach, a nie na materiałach wożonych z daleka. W tym projekcie wykorzystano glebę z miejsca oddalonego o kilka minut drogi od galerii.
Dla osób, które planują budowę lub remont, ta realizacja jest raczej ciekawostką niż wzorem do naśladowania. Autorzy sami przyznają, że to materiał trudny w obróbce i potrzebna jest do niego wiedza specjalisty. Zachowanie takiej konstrukcji pod wpływem deszczu i mrozu zależy od lokalnych warunków, dlatego w naszym klimacie trzeba by to oceniać osobno. Instalacja pokazuje natomiast, że surowa ziemia może być pełnoprawnym tworzywem architektury, także takiej, która nie musi trwać wiecznie.
Źródło: Dezeen – „Tatiana Bilbao creates rammed-earth installation at Art Omi”






